Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Sztuki wizualne. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Sztuki wizualne. Pokaż wszystkie posty

piątek, 18 lutego 2011

O Biurze Tłumaczeń Sztuki w radiowej Dwójce

O sztuce, tłumaczeniu sztuki i Biurze Tłumaczeń Sztuki rozmawialiśmy z Karoliną Bregułą i Joanną Erbel w audycji Moniki Pilch "Słowa po zmroku". Audycja była nagrana dosyć dawno, bo w październiku 2010, ale właśnie znalazłem w sieci link i pomyślałem, że się nim podzielę :)

środa, 13 października 2010

O nieodwracaniu wzroku

Miasto ucieczki to przestrzeń, która daje schronienie, przede wszystkim dlatego, że odbudowuje pewien niezbędny dystans i pozwala przekroczyć pewną granicę. Chodzi zwłaszcza o dystans między wiedzą a działaniem, między przyjęciem do wiadomości krzywdy, w której mamy chcąc nie chcąc swój udział, a przymusem zrobienia czegoś, by tę krzywdę natychmiast naprawić, powstrzymać lub – jeśli to się okaże niemożliwe – odsunąć, unieważnić. Ale chodzi także o granicę między winą a niewinnością... - piszę w eseju Sztuka nieodwracania wzroku, powstałym w ramach wystawy „Wrogościnność” w Muzeum Sztuki w Łodzi, którą można oglądać do 17 października 2010.

niedziela, 2 sierpnia 2009

O sztuce i zmianie społecznej po angielsku

Land of Human RightsUkazał się wreszcie zbiór Land of Human Rights: Artistic and Activist Strategies of Making Human Rights Visible (Graz 2009), pod redakcją Laili Huber, Judith Laister, Antona Lederera, Margarethe Makovec i Olivera Resslera (piękny przykład pracy kolektywnej!). W środku m.in. napisany przez mnie wspólnie z Joanną Erbel tekst o przemianach polskiej sztuki: "The Artist-Citizen". Zastanawiamy się w nim nad spuścizną sztuki krytycznej oraz nad tym, jak wychodząc z niej - i od niej odchodząc - różni artyści, tacy jak Rajkowska, Żmijewski czy Adamas, poszukują nowych sposobów praktykowania wolności.

Więcej na moim drugim blogu (po angielsku).

poniedziałek, 13 lipca 2009

O sztuce i zmianie społecznej

Czy sztuka wpływa na społeczeństwo? Nie do końca mam zaufanie do pojęcia „wpływu”. Wpływ może być miękką nazwą dla dominacji. Oczywiście nie tylko rządzący wywierają wpływ na rządzonych, lecz także przyjaciele wpływają na przyjaciół, a nawet rządzeni mogą wywierać „oddolny wpływ” na rządzących. Jednak pojęcie wpływu zamazuje różnice między tymi kontekstami. Dlatego potrzebujemy innych pojęć do myślenia o związkach między praktyką artystyczną a życiem społecznym. - piszę na forum Kongresu Kultury Polskiej (30 maja 2009). Zapraszam do dyskusji!
Zdjęcie z kampanii "Niech nas zobaczą" (2003), fot. Karolina Breguła

piątek, 23 stycznia 2009

Realność pracy i fantazja płci

Wystawa Łodzi Kaliskiej w warszawskim CSW to przykład interesującej sztuki, pomimo nienajwyższych lotów manifestu, jakim sami artyści skomentowali swoje inscenizowane fotografie nagich kobiet oddających się pracy w "męskich" zawodach - ślusarzy, drwali, stolarzy, ciepłowników itp. Oraz pomimo tekstu kuratorskiego, który z pompą zapewnia, iż zdjęcia te "tworzą niezwykły obraz absurdalnego futuryzmu, z wszechogarniającym feminizmem". Czternaście fotografii Łodzi Kaliskiej to jednak raczej wyraz "męskich" lęków niż artystyczna polemika z feminizmem.

Ale właśnie jako wyraz lęków są to fotografie godne uwagi. Pod warunkiem wszakże, że zignoruje się zaczepkę artystów, którzy - sytuując swój projekt w kontekście "wojny płci" - po prostu trafiają kulą w płot. Najciekawsze jest bowiem to, co artyści pokazują niemal bezwiednie, jako tło dla swojej zideologizowanej narracji o świecie bez mężczyzn - realność ludzkiej pracy. To z tego tła trzeba dopiero uczynić temat.

Tak się jakoś złożyło, że od 50 lat temat pracy jest w polskich sztukach wizualnych prawie nieobecny. Z rzadkimi wyjątkami (takimi jak "Prace wybrane" Artura Żmijewskiego) artyści nie łamią tego tabu. Publiczność i krytycy w świecie sztuki mogli z powodzeniem zapomnieć, że taki temat w ogóle istnieje. A skoro sztuka nie towarzyszy już od dawna ludzkiej pracy, to nie ma też ani własnej tradycji sztuki-o-pracy, ani własnego języka, by o pracy opowiadać.

Patrząc na fotografie Łodzi Kaliskiej w tej perspektywie, widzimy coś innego niż ilustrację seksistowskich banałów. Obnażone, kruche istoty, jakby nieprzystające do twardych warunków, w jakich się znalazły - czyż nie jest to opowieść o kruchej pozycji robotników w "nowym kapitalizmie"? Pogarszające się warunki, doświadczenie rosnącego urzeczowienia, utrata kontroli nad warunkami pracy - to dla coraz większej liczby ludzi szara codzienność. W patriarchalnej kulturze mężczyzna, który traci kontrolę nad warunkami własnego życia, czuje się "jak kobieta", pozbawiony męskości. W tym sensie opowieść Łodzi Kaliskiej o ślusarzach, górnikach, robotnikach drogowych itp. jest prawdziwa. I to nie jako "absurdalny futuryzm", lecz jako zniekształcone w fantazji odzwierciedlenie tego, co najbardziej aktualne.

Pozostaje pytanie: czy aby wyrazić doświadczenie podatności na zranienie pracowników najemnych trzeba posługiwać się kodem genderowym? Czy bycie "jak kobieta" jest udaną metaforą? Cóż w takim razie mają o sobie powiedzieć kasjerki czy szwaczki? Że czują się w nowym kapitalizmie "jak kobiety"? Metafora utraty męskości w oczywisty sposób szwankuje.

I drugie pytanie: czy język, jakim mówi się o zmianach położenia pracowników w elastycznym kapitalizmie, musi być seksistowski? Czy odpowiedzią na utratę godności pracy musi być "walka płci"? Że faktycznie tak często bywa - ilekroć ludzie poszkodowani jako pracownicy próbują to sobie powetować jako mężczyźni - to wiemy. Na tym właśnie między innymi polega backlash. Lecz czy tak być musi? I jakiej sztuki, jakiego artystycznego projektu potrzebujemy, by znaleźć inną opowieść, inną drogę?

"Niech sczezną mężczyźni" – rocznicowa wystawa Łodzi Kaliskiej, CSW Zamek Ujazdowski Warszawa (19 stycznia-1 marca 2009).

poniedziałek, 5 stycznia 2009

W cieniu Thatcher

„No Such Thing As Society” – wystawa brytyjskich fotografii z lat 1967-87, CSW Zamek Ujazdowski Warszawa (do 11 stycznia 2009).

Pytanie, czy można na fotografii pokazać brak (nieobecność, nieistnienie, pustkę, stratę...) jest już dzisiaj banalne. Ale czy można pokazać niemożliwość? Niektórzy znają zapewne rozważania Ernesta Laclaua o „niemożliwości społeczeństwa”. Myślałem o nich, wybierając się na wystawę „No Such Thing As Society” w CSW. Ostatecznie pomysł, żeby opowieść o dwudziestu bujnych i burzliwych latach brytyjskiej historii spiąć w całość cytatem z Thatcher, a samą wystawową narrację zaczynać od innego cytatu – „There Is No Alternative” (z roku 1987), może być kontrowersyjny. Postać brytyjskiej premier rzuca w ten sposób cień na całe dwie dekady, jej głos wydaje się zagłuszać inne głosy, to ona – nie zaś ktokolwiek inny – mówi nam nie tylko, jaki był finał tej historii, lecz także jaki był jej sens. Ale tytuł prowokuje również do tego, by zapytać o związek między osławionym bon motem a tym, co mówią same fotografie. Może być przecież pointą: „Zobaczcie! W takim „społeczeństwie”, rozdzieranym przez mrowie konfliktów i roszczeń, thatcheryzm był po prostu nieuchronny...” Albo też może być ironicznym kontrapunktem. Skoro każda fotografia zdaje się krzyczeć: „Nieprawda! Właśnie że jest życie społeczne – pełne napięć i trosk, złudzeń, czasem konfliktów, czasem wypełnione pustką. Trudne, ale właśnie prawdziwe”. (A czyż takie właśnie napięcie między tym, co się mówi, a tym, co widać, nie jest po prostu cechą społeczeństw opanowanych przez neoliberalną ideologię?)

Nie rozstrzygając – bo i nie ma potrzeby rozstrzygać – kwestii, czy fotografie pokazują, że społeczeństwo jest, czy właśnie że go nie ma, chciałbym przejść od pytania o istnienie społeczeństwa do pytania o jego możliwość. To, co społeczne, pisze Laclau, to nie tylko nieskończona gra różnic. To także próba ograniczenia tej gry, oswojenia nieskończoności, wtłoczenia jej w skończoność porządku. Widzimy: Zdjęcia szefów centrali związkowych w garniturach. Rozklejane przez imigrantów plakaty przeciw deportacjom przyjaciół i znajomych. Żołnierzy i policjantów pacyfikujących ogarniętą przez terroryzm Irlandię Północną. Kobiety walczące przeciw przemocy domowej. Rasistowskie zamieszki. Ludzi, którzy stracili pracę, albo zaraz stracą. Zmęczonych klientów opieki społecznej. Wysypisko śmieci. Ślady po rozebranym moście kolejowym. Bezczynną młodzież. A zdjęcia te (zebrane razem) mówią nie tylko o konkretnych „problemach społecznych”, które przedstawiają, lecz pośrednio – obsadzając owe „problemy” w roli wierzchołków góry lodowej – wskazują na samą niemożliwość społeczeństwa.

Czy więc to, co społeczne to naprawdę nieskończona (wolałbym powiedzieć: nieograniczona) gra (wolałbym powiedzieć: walka) różnic, podziałów, nowych i starych osi konfliktu? Raz jeszcze Laclau: To, co społeczne istnieje jedynie jako daremna próba ustanowienia owego niemożliwego przedmiotu: społeczeństwa. Utopia jest zasadą każdej komunikacji i praktyki społecznej. Być może tyleż szatański, co genialny pomysł Thatcher polegał po prostu na tym, by dać sobie spokój z tym całym Społeczeństwem i zbudować coś skromniejszego i leżącego, jak się zdawało, w zasięgu ludzkich możliwości: Wolny Rynek. Ograniczyć tę grę, raz i na zawsze oswoić nieskończoność.

Cóż, Wolny Rynek okazał się jednak w tym samym stopniu (choć nie w ten sam sposób) niemożliwy, co Społeczeństwo. Rezygnacja z utopii wymagałaby wszak zawieszenia komunikacji i praktyk społecznych (bagatelka!), a w tej sytuacji Wolny Rynek sam musi zastąpić Społeczeństwo w roli wyobrażeniowego lepiszcza zasłaniającego swoją własną niemożliwość. Ale rynkowy fundamentalizm nie dotrzymuje nawet swych skromnych obietnic. Być może w społeczeństwie (sic!) wyobrażającym sobie siebie w postaci Wolnego Rynku łatwiej jest tłumić i rozbrajać społeczne konflikty, które targały dawnymi „państwami dobrobytu”. Ale nie oznacza to, że rozwiązano społeczne problemy, z których się owe konflikty rodziły. Dziś jesteśmy od tego nawet dalsi... Może więc warto to wreszcie powiedzieć: system, w którym co dwa lata jest jakiś nowy kryzys (i który ani nie ułatwia nam przetrwania tego kryzysu, ani nie daje nic takiego, co by uzasadniało oczekiwanie, że go ścierpimy), po prostu się nie sprawdza. No Such Thing As Free Market.
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...