Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Gender. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Gender. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 20 grudnia 2010

Didaskalia: Śmierć na własnych prawach

Wątek, od którego chciałbym zacząć rozmowę, to postać Antygony – postać niepokojąca, która stanowi wyzwanie. Jej znaczenie zależy od tego, jak ją sobie dziś opowiemy czy zinterpretujemy. Bardzo łatwo byłoby z Antygony zrobić patronkę fundamentalistów religijnych, podkładających bomby pod kliniki ginekologiczne w imię wyższego, boskiego prawa. Ale Antygona bardziej lewicowa czy progresywna, Antygona feministyczna też jest bardzo niepokojąca jako postać kobieca, która nie szuka swojego miejsca w istniejącym porządku, ale zawsze go domyślnie kwestionuje. Nie potrafimy sobie wyobrazić, że Antygona dojrzeje i zostanie Condoleezzą Rice. I to jednocześnie jest w Antygonie bardzo fajne i bardzo niepokojące...

W numerze 100 "Didaskaliów" (grudzień 2010) można przeczytać zapis prowadzonej przeze mnie debaty wokół książki Judith Butler Żądanie Antygony z udziałem Mateusza Borowskiego, Pawła Dybla, Małgorzaty Sugiery i Weroniki Szczawińskiej.

środa, 10 listopada 2010

Judith Butler: Walczące słowa

Stawką w tej definicji uniwersalności jest rozróżnienie między idealizującym założeniem konsensusu, który jest na swój sposób już dany, a wizją konsensusu jako czegoś, co dopiero musi być zbudowane, na przekór konwencjom kierującym naszymi wyprzedzającymi go oczekiwaniami. [...] Antycypowana uniwersalność, dla której nie mamy gotowego pojęcia, polega na tym, że jej artykulacje pojawią się (jeśli w ogóle się pojawią) dopiero wskutek zmagań o uniwersalność toczonych na jej obecnych wyobrażonych granicach.

[...]

Krytyczne zadanie nie polega więc na mówieniu „przeciw” prawu, jak gdyby prawo było czymś zewnętrznym wobec mowy, a mowa była uprzywilejowanym nośnikiem wolności. Jeśli mowa zależy od cenzury, to zasada, której można chcieć się przeciwstawić, jest zarazem zasadą kształtującą opozycyjną mowę. Jedynym, co można przeciwstawić granicom wytyczonym przez wykluczenie, jest wytyczenie ich na nowo w inny sposób.


Judith Butler, Walczące słowa. Mowa nienawiści i polityka performatywu, przeł Adam Ostolski, Warszawa 2010

niedziela, 25 lipca 2010

Pod tytułem: Co robić?

Zapraszam do wysłuchania nagrania audycji Romana Kurkiewicza "Pod tytułem" z 2 maja 2010. Rozmawialiśmy m.in. o książce Daniela Cohn-Bendita Co robić? oraz o zredagowanym przeze mnie zbiorze Kościół, państwo i polityka płci. [mp3]

wtorek, 25 maja 2010

O kinie i rozrachunkach z przeszłością

Pojęcie „sprawiedliwości okresu przejściowego” odnosi się do całego szeregu wpisanych w demokratyczną transformację dyskursów i praktyk, których jawnym celem jest wyrównanie „rachunków krzywd” pozostałych po poprzednim, niedemokratycznym okresie: zadośćuczynienie ofiarom i ukaranie krzywdzicieli. Jej podstawowe formy obejmują procesy sądowe, procedury lustracyjne, tworzenie odpowiedzialnych za archiwizację i badania nad represjami instytutów historycznych czy komisje prawdy i pojednania.

Umieszczanie kina, należącego w potocznym mniemaniu raczej do świata kultury bądź komercji niż polityki, w szeregu takich obarczonych poważną misją instytucji może się wydawać nieoczywiste. Jednak, jak spróbuję pokazać, analiza wyrażanych i propagowanych na srebrnym ekranie kulturowych wzorów wyrównywania rachunków umożliwia spojrzenie na całą tę problematykę w nowym świetle. Chodzi przede wszystkim o to, jak sam „okres przejściowy” usprawiedliwia się w kategoriach pamięci publicznej. Być może mechanizmy sprawiedliwości okresu przejściowego staną się bardziej zrozumiałe, jeśli powiążemy je z pytaniem o prawomocność nowego porządku oraz rolę, jaką w jego legitymizacji pełni pamięć publiczna, czyli propagowane przez państwo sposoby opowiadania przeszłości.

Odpowiedzi na to pytanie szukać będę, analizując dwa niedawne filmy: Das Leben der Anderen (Niemcy 2006) Floriana Henckla von Donnersmarcka oraz Katyń (Polska 2007) Andrzeja Wajdy. Oczywiście żaden pojedynczy film nie może reprezentować dyskursu publicznego swojego kraju w całej jego złożoności. Pozwala jednak lepiej niż jakiekolwiek inne medium rozpoznać mechanizm, dzięki któremu pamięć publiczna zaszczepia się w zbiorowej wyobraźni. Kino jest jednym z mechanizmów sprawiających, że ludzie utożsamiają się z porządkiem społecznym i rozpoznają go jako własny. Analiza kina jako specyficznego „aparatu ideologicznego” ma też tę zaletę, że w obrazie filmowym pamięć publiczna przejawia się w formie sfabularyzowanej, w której trudno zbudować historię z wyłącznie męskich postaci. Tak więc kino w najwyraźniejszy sposób ukazuje, w jaki sposób pamięć publiczna wyraża i wdraża polityczne znaczenia różnicy płciowej.

Rekonstrukcja tożsamości narodowej w okresie przejściowym nie jest polską specyfiką, lecz, jak próbowałem wykazać, zwyczajnym zadaniem „sprawiedliwości okresu przejściowego”. Zarówno w polskiej, jak i niemieckiej pamięci publicznej trauma II wojny światowej (zwłaszcza pamięć o ofiarach, których do niedawna nie można było właściwie opłakać) wiąże się na różne i złożone sposoby z traumą powojennych dyktatur oraz z bolesnym doświadczeniem demokratycznej/neoliberalnej transformacji. Jednak chociaż na podstawie analizy dwóch filmów trudno wyciągać daleko idące wnioski o faktycznym funkcjonowaniu dyskursu publicznego w obu krajach, można na ich podstawie sformułować dwa wyraźne modele. W modelu pierwszym naród jest wspólnotą polityczną, przestrzenią, w której jednostki żyją i komunikują się ze sobą. W modelu drugim naród jest właściwym podmiotem historii, a także sprawą, której jednostki powinny być wierne. Każdy z tych modeli wiąże się z innymi relacjami między tożsamością narodową a traumą, z różnym stosunkiem do historycznych podziałów, z odmiennym wyobrażeniem sprawiedliwości.

Więcej: Adam Ostolski, Płeć, kino i „sprawiedliwość okresu przejściowego”, w: Aleksandra Lompart (red.), Jednostka zakorzeniona? Wykorzeniona?, Wydawnictwo Uniwersytetu Warszawskiego, Warszawa 2010.

poniedziałek, 12 kwietnia 2010

O naszych okupantach

OkładkaCzy Polska może być państwem świeckim? Historia ostatnich trzech dekad nie upoważnia na pierwszy rzut oka do optymizmu. Od początku lat 80. stopniowo umacnia się nad Wisłą polityczna potęga Kościoła katolickiego. Zmieniają się systemy, odchodzą ekipy rządzące, a wpływ Kościoła na polskie instytucje publiczne, prawo i polityczne elity władzy stale rośnie. Z trudnych lat 80., kiedy zmuszony był balansować między obozem władzy a ruchem „Solidarności”, Kościół wyszedł wzmocniony nie tylko symbolicznie. Sieć parafialna zagęszczała się wówczas dzięki wznoszonym masowo kościołom. „Po co buduje się tyle kościołów?” – głosił dowcip z epoki. – „Żeby ludzie mieli gdzie się modlić o mieszkania”. Kapitalistyczna transformacja lat 90. przyniosła Kościołowi między innymi wpływ na kształt ustaw, na politykę edukacyjną i medialną, konkordat oraz uznanie coraz dalej posuniętych rewindykacji majątkowych. Znaczenie hierarchii kościelnej wzrosło przy okazji wstępowania Polski do Unii Europejskiej, kiedy wśród politycznych elit zapanował konsensus, że błogosławieństwo episkopatu jest do akcesji koniecznie potrzebne. Także po akcesji Kościół odnalazł się znakomicie, obsadzając się w roli gwaranta polskiej odrębności i tożsamości we wspólnej Europie. Umocnił się przy okazji śmierci papieża. Skorzystał z kulturowych wojen toczonych przez Prawo i Sprawiedliwość. Zyskuje na prowadzonej przez Platformę Obywatelską „polityce miłości”, którą cechuje unikanie politycznych kontrowersji – czyli przede wszystkim niedrażnienie biskupów.

W potocznym odczuciu dominacja Kościoła nie jest niczym dziwnym. Zarówno ci, którzy dominację Kościoła w życiu publicznym uważają za pożądaną, jak i spora część jej przeciwników, wydają się zgadzać ze „zdroworozsądkową” diagnozą, że polskie społeczeństwo jest w swej masie konserwatywne i przywiązane do tradycji. A jeśli tak, to nic dziwnego, że to Kościół ma klucz do duszy tego społeczeństwa.

Co jednak, jeśli jest odwrotnie? Jeśli owe podręczne wyjaśnienia status quo i recepty na jego naprawę same są częścią naszego problemu?
- zastanawiam się w tekście Jak zdobyć milczącą większość, będącym posłowiem do publikacji Fundacji im. Heinricha Bölla pt. Kościół, państwo i polityka płci.

Książka zawiera również m.in. teksty Agnieszki Graff, Magdaleny Środy, Anny Zawadzkiej, Macieja Gduli, Izy Desperak, Joanny Tomaszewskiej... Zapraszam do lektury!

piątek, 5 marca 2010

O dwóch wizjach polityki płci

Pięć lat po wielkim rozszerzeniu Unii dominuje nastrój rozczarowania. Czy chodzi po prostu o kryzys przywództwa (niektórzy mówią wręcz o backlashu) w UE? Czy może mamy do czynienia ze zjawiskiem gender fatigue – społecznego „znużenia” problematyką równości płci? Czy może problemem jest wyczerpanie strategii gender mainstreaming? I czy mamy do czynienia z trzema osobnymi problemami, czy z trzema aspektami tego samego impasu? Opowiedzenie się za którymś z tych ujęć ma konsekwencje praktyczne. Jeśli bowiem „backlash” w UE, gender fatigue i niezadowolenie części ruchu feministycznego z gender mainstreaming to osobne i niezależne zjawiska, to receptą jest robienie tego samego, co dotąd, tylko skuteczniej. Jeśli zaś są to różne strony tego samego problemu, to potrzebujemy zastanowić się nad tym, jakie są jego głębsze źródła. Sądzę, że warto spojrzeć na tę kwestię przez pryzmat napięcia między dwoma rodzajami polityki płci... - piszę w artykule The European Union, Gender Politics and Social Change w opublikowanym przez Fundację im. Heinricha Bölla zbiorze pt. Gender in the EU.

niedziela, 10 stycznia 2010

Globalizacja opieki

W swojej klasycznej już książce o globalizacji (Globalizacja. Eseje o nowej mobilności ludzi i pieniędzy, 1998, wyd. pol. 2007) Saskia Sassen zwraca uwagę na drugą, na ogół niedostrzeganą stronę „gospodarki opartej na wiedzy”. Wzrostowi zatrudnienia w sektorze usług wiedzochłonnych (np. finansowych czy informatycznych) towarzyszy większe zapotrzebowanie na usługi pracochłonne, takie jak sprzątanie, opieka nad dziećmi czy drobna gastronomia. Jednak to zapotrzebowanie nie przekłada się na atrakcyjne płace. Nadmierna waloryzacja sektora wiedzochłonnego pociąga za sobą niedowartościowanie usług związanych z zaspokajaniem ludzkich potrzeb. Rozrasta się więc sektor nieformalny, oparty w dużym stopniu na sile roboczej migrantów, a zwłaszcza migrantek. Płeć społeczno-ekonomiczna jest ważnym wymiarem globalnych przemian: począwszy od lat 80. to kobiety stanowią większość wśród osób wyjeżdżających za granicę w poszukiwaniu pracy. W bogatszych krajach zatrudniają się jako gosposie, pielęgniarki, prostytutki, nianie, sprzątaczki…

Dodatkowo sprzyja temu, jak wskazują feministyczne ekonomistki na Zachodzie, neoliberalna wersja polityki równości płci, ograniczająca się do zwiększania dostępu kobiet do rynku pracy i zwalczania dyskryminacji płacowej, przy jednoczesnej prywatyzacji usług publicznych. Emancypacja kobiet globalnej Północy na warunkach dyktowanych przez demokratyczny kapitalizm przyczynia się do nasilenia zjawiska, określanego w studiach nad globalizacją jako „drenaż troski” lub „drenaż opieki” (choć nie jest jego jedyną, ani nawet główną przyczyną). Różnym aspektom drenażu opieki poświęcona jest inna klasyczna książka: Global Woman. Nannies, Maids, and Sex Workers in the New Economy pod redakcją Barbary Ehrenreich i Arlie Russell Hochschild (2003). Autorki koncentrują się zwłaszcza na tym, jak wygląda doświadczenie migracji z punktu widzenia samych kobiet, ale także na znaczeniu ich pracy dla gospodarek krajów „wysyłających” i „przyjmujących”, takich jak Stany Zjednoczone, Filipiny, Hongkong…

Zjawisko to dotyczy także Polski, która w globalnym łańcuchu opieki zajmuje miejsce pośrednie. Co najmniej od lat 90. Polki wyjeżdżają do pracy opiekuńczej na Zachód, do krajów takich jak Włochy, Niemcy czy Grecja. Do nas przyjeżdżają zaś coraz liczniej sąsiadki zza wschodniej miedzy, głównie Ukrainki. Mimo to wciąż zbyt mało wiemy zarówno o globalnych czy systemowych uwarunkowaniach pracy opiekuńczej, jak i o doświadczeniach wykonujących ją osób.

Książka pod redakcją Ewy Charkiewicz i Anny Zachorowskiej-Mazurkiewicz Gender i ekonomia opieki przynosi teksty, które pozwalają posunąć o krok do przodu debatę o globalnej pracy opiekuńczej. Szczególnie ważny z teoretycznego punktu widzenia jest w niej artykuł Spike V. Peterson poświęcony związkom między gospodarką produkcyjną, reprodukcyjną i wirtualną. Pozwala to przekroczyć ograniczenia analiz ekonomicznych głównego nurtu, a zwłaszcza dwóch jej słabości. Po pierwsze chodzi o utożsamianie gospodarki z rynkiem, co oznacza ignorowanie pozarynkowych (i najczęściej uniewidocznianych) warunków życia gospodarczego, na przykład pracy domowej. Po drugie o postrzeganie związków między sektorem produkcyjnym a gospodarką opartą na wiedzy w kategoriach historycznego przejścia, nie zaś przesunięcia geograficznego. Ramy analityczne Peterson pozwalają uwidocznić z jednej strony utrzymującą się zależność gospodarki wirtualnej od gospodarki produkcyjnej, z drugiej zaś - zależność ich obu od pozostającej poza polem widzenia, lecz niezbędnej pracy reprodukcyjnej, wykonywanej najczęściej milcząco przez kobiety.

Jednak nowość, jaką wnosi ta książka, nie polega tylko na treści zawartej w poszczególnych rozdziałach, lecz także - jeśli nie przede wszystkim - na ich zestawieniu. Spojrzenie na przemiany gospodarcze ostatnich dekad z perspektywy relacji między płciami pozwala dostrzec jedność procesów zachodzących niemal równocześnie na Wschodzie i Zachodzie, a także na globalnej Północy i Południu. Zestaw polityk ekonomicznych, wprowadzany u nas pod nazwą „transformacji”, miał swój ścisły odpowiednik w postaci programów „strukturalnego dostosowania” w krajach Trzeciego Świata oraz „restrukturyzacji” w rozwiniętych krajach kapitalistycznych. Przekształcenia te nie tylko mają podobny kierunek, lecz także nawzajem się warunkują. Na przykład przeprowadzana w krajach rozwiniętych restrukturyzacja powoduje wzrost popytu na pracę opiekuńczą wykonywaną przez migrantki z Trzeciego Świata, zaś wprowadzane jednocześnie w ich ojczyznach programy strukturalnego dostosowania wypychają je w poszukiwaniu zarobków za granicę.

Najlepiej widać to być może w dziedzinie opieki zdrowotnej, o czym przekonują teksty Lise W. Isaksen (o polskich pielęgniarkach w Norwegii), Julii Kubisy (o protestach pielęgniarek w Polsce) czy Christiny Ewig (o próbach naprawy reformy służby zdrowia w Chile). Dziś, gdy szykują się kolejne zmiany w polskim systemie ochrony zdrowia, warto uzbroić się w genderowe okulary, pozwalające pogłębić rozumienie społecznych aspektów różnych reform. Ale książka Gender i ekonomia opieki będzie interesująca nie tylko dla osób zainteresowanych globalizacją, służbą zdrowia czy płcią społeczno-ekonomiczną. Przyda się każdemu i każdej, kto chce wypowiadać się kompetentnie o przemianach współczesnego świata.

piątek, 23 stycznia 2009

Realność pracy i fantazja płci

Wystawa Łodzi Kaliskiej w warszawskim CSW to przykład interesującej sztuki, pomimo nienajwyższych lotów manifestu, jakim sami artyści skomentowali swoje inscenizowane fotografie nagich kobiet oddających się pracy w "męskich" zawodach - ślusarzy, drwali, stolarzy, ciepłowników itp. Oraz pomimo tekstu kuratorskiego, który z pompą zapewnia, iż zdjęcia te "tworzą niezwykły obraz absurdalnego futuryzmu, z wszechogarniającym feminizmem". Czternaście fotografii Łodzi Kaliskiej to jednak raczej wyraz "męskich" lęków niż artystyczna polemika z feminizmem.

Ale właśnie jako wyraz lęków są to fotografie godne uwagi. Pod warunkiem wszakże, że zignoruje się zaczepkę artystów, którzy - sytuując swój projekt w kontekście "wojny płci" - po prostu trafiają kulą w płot. Najciekawsze jest bowiem to, co artyści pokazują niemal bezwiednie, jako tło dla swojej zideologizowanej narracji o świecie bez mężczyzn - realność ludzkiej pracy. To z tego tła trzeba dopiero uczynić temat.

Tak się jakoś złożyło, że od 50 lat temat pracy jest w polskich sztukach wizualnych prawie nieobecny. Z rzadkimi wyjątkami (takimi jak "Prace wybrane" Artura Żmijewskiego) artyści nie łamią tego tabu. Publiczność i krytycy w świecie sztuki mogli z powodzeniem zapomnieć, że taki temat w ogóle istnieje. A skoro sztuka nie towarzyszy już od dawna ludzkiej pracy, to nie ma też ani własnej tradycji sztuki-o-pracy, ani własnego języka, by o pracy opowiadać.

Patrząc na fotografie Łodzi Kaliskiej w tej perspektywie, widzimy coś innego niż ilustrację seksistowskich banałów. Obnażone, kruche istoty, jakby nieprzystające do twardych warunków, w jakich się znalazły - czyż nie jest to opowieść o kruchej pozycji robotników w "nowym kapitalizmie"? Pogarszające się warunki, doświadczenie rosnącego urzeczowienia, utrata kontroli nad warunkami pracy - to dla coraz większej liczby ludzi szara codzienność. W patriarchalnej kulturze mężczyzna, który traci kontrolę nad warunkami własnego życia, czuje się "jak kobieta", pozbawiony męskości. W tym sensie opowieść Łodzi Kaliskiej o ślusarzach, górnikach, robotnikach drogowych itp. jest prawdziwa. I to nie jako "absurdalny futuryzm", lecz jako zniekształcone w fantazji odzwierciedlenie tego, co najbardziej aktualne.

Pozostaje pytanie: czy aby wyrazić doświadczenie podatności na zranienie pracowników najemnych trzeba posługiwać się kodem genderowym? Czy bycie "jak kobieta" jest udaną metaforą? Cóż w takim razie mają o sobie powiedzieć kasjerki czy szwaczki? Że czują się w nowym kapitalizmie "jak kobiety"? Metafora utraty męskości w oczywisty sposób szwankuje.

I drugie pytanie: czy język, jakim mówi się o zmianach położenia pracowników w elastycznym kapitalizmie, musi być seksistowski? Czy odpowiedzią na utratę godności pracy musi być "walka płci"? Że faktycznie tak często bywa - ilekroć ludzie poszkodowani jako pracownicy próbują to sobie powetować jako mężczyźni - to wiemy. Na tym właśnie między innymi polega backlash. Lecz czy tak być musi? I jakiej sztuki, jakiego artystycznego projektu potrzebujemy, by znaleźć inną opowieść, inną drogę?

"Niech sczezną mężczyźni" – rocznicowa wystawa Łodzi Kaliskiej, CSW Zamek Ujazdowski Warszawa (19 stycznia-1 marca 2009).
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...