Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Ruchy społeczne. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Ruchy społeczne. Pokaż wszystkie posty
piątek, 6 kwietnia 2012
O ruchach ekologicznych po niemiecku
W kwietniu ukaże się przygotowana przez Deutsches Polen-Institut w Darmstadt książka o protestach społecznych w Polsce, Niemczech Wschodnich i innych krajach w okresie transformacji. A w niej m.in. mój artykuł: Ökologie, Demokratie und Moderne. Umweltproteste in Polen seit 1989. Czyli wracam do tematu historii ruchu ekologicznego w Polsce, tym razem kładąc silniejszy nacisk na konflikt między wartościami ekologicznymi a kulturowo-politycznymi ramami legitymizacji nowego systemu po 1989 r.
piątek, 17 grudnia 2010
Shmuel N. Eisenstadt: Utopia i nowoczesność
Potencjał zmiany i transformacji nie jest przypadkowy lub zewnętrzny wobec dziedziny kultury. Wbudowany jest w podstawowy splot kultury i struktury społecznej jako bliźniaczych elementów w konstrukcji ładu społecznego. Właśnie dlatego, że symboliczne komponenty są nieodłączne od konstrukcji i utrzymywania ładu społecznego, mogą również nieść ze sobą zalążki społecznej transformacji. Takie zalążki są w rzeczy samej obecne we wszystkich społeczeństwach.
Shmuel N. Eisenstadt, Utopia i nowoczesność. Porównawcza analiza cywilizacji, przeł. Adam Ostolski, Oficyna Naukowa, seria "Horyzonty Cywilizacji"
*
Gdyby pokusić się o to, by w bogatym dorobku Shmuela N. Eisenstadta wskazać jedną główną myśl, stanowiącą wątek przewodni jego refleksji, bez wątpienia dotyczyłaby ona kwestii rozziewu między światem faktycznym, zawsze dalekim od doskonałości a wyobrażeniem jakiegoś wyższego, lepiej urządzonego świata. Analiza tego rozziewu czy napięcia, jego różnych kulturowych interpretacji oraz wynikającej z niego społecznej dynamiki stanowi leitmotiv dorobku Eisenstadta jako teoretyka i historyka cywilizacji. Za rozległością jego badawczych zainteresowań stoi w gruncie rzeczy jedno fundamentalne pytanie: jakie są konsekwencje faktu, że ludzie, żyjąc w pewnym określonym świecie, wyobrażają sobie zarazem świat inny? To właśnie to pytanie organizuje podstawowe pojęcia teorii Eisenstadta. To ono towarzyszy mu, gdy podejmuje zagadnienia ludzkiej sprawczości, zmiany społecznej, roli elit politycznych, protestów i ruchów społecznych, konstruowania tożsamości zbiorowych, polityki imperiów, globalizacji itd. itp. To ono prowadzi jego myśl, gdy zajmuje się cywilizacją islamską, żydowską, chińską, japońską, indyjską czy europejską… Ono wreszcie stanowi o oryginalności Eisenstadta wśród klasyków teorii społecznej i teoretyków cywilizacji.
Wartość teorii Eisenstadta dla socjologii polega więc na tym, że proponuje on poważnie potraktować pojęcie cywilizacji i zastosować je jako narzędzie społecznej analizy. Z wprowadzeniem pojęcia cywilizacji do wyobraźni socjologicznej wiąże się wprowadzenie socjologicznych pojęć do wyobrażeń o cywilizacji. Dlatego Eisenstadt może wnieść ożywczy ferment także w innych dziedzinach, w których mówi się o „cywilizacjach”. Politolodzy i badacze stosunków międzynarodowych mogą znaleźć w nich inspirującą przeciwwagę dla Samuela P. Huntingtona, zaś historycy – dla Feliksa Konecznego. Jak mało który autor Eisenstadt zasługuje bowiem na wnikliwą i krytyczną lekturę...
niedziela, 6 czerwca 2010
O oddolnych inicjatywach miejskich
Nagrane 22 kwietnia 2010 na spotkaniu o oddolnych inicjatywach społecznych w Centrum Społecznym MS w Łodzi. Mówią: Jakub Klimczak, Tomasz Sikora, Jolanta Woźnicka, Adam Ostolski.
poniedziałek, 12 kwietnia 2010
O naszych okupantach
Czy Polska może być państwem świeckim? Historia ostatnich trzech dekad nie upoważnia na pierwszy rzut oka do optymizmu. Od początku lat 80. stopniowo umacnia się nad Wisłą polityczna potęga Kościoła katolickiego. Zmieniają się systemy, odchodzą ekipy rządzące, a wpływ Kościoła na polskie instytucje publiczne, prawo i polityczne elity władzy stale rośnie. Z trudnych lat 80., kiedy zmuszony był balansować między obozem władzy a ruchem „Solidarności”, Kościół wyszedł wzmocniony nie tylko symbolicznie. Sieć parafialna zagęszczała się wówczas dzięki wznoszonym masowo kościołom. „Po co buduje się tyle kościołów?” – głosił dowcip z epoki. – „Żeby ludzie mieli gdzie się modlić o mieszkania”. Kapitalistyczna transformacja lat 90. przyniosła Kościołowi między innymi wpływ na kształt ustaw, na politykę edukacyjną i medialną, konkordat oraz uznanie coraz dalej posuniętych rewindykacji majątkowych. Znaczenie hierarchii kościelnej wzrosło przy okazji wstępowania Polski do Unii Europejskiej, kiedy wśród politycznych elit zapanował konsensus, że błogosławieństwo episkopatu jest do akcesji koniecznie potrzebne. Także po akcesji Kościół odnalazł się znakomicie, obsadzając się w roli gwaranta polskiej odrębności i tożsamości we wspólnej Europie. Umocnił się przy okazji śmierci papieża. Skorzystał z kulturowych wojen toczonych przez Prawo i Sprawiedliwość. Zyskuje na prowadzonej przez Platformę Obywatelską „polityce miłości”, którą cechuje unikanie politycznych kontrowersji – czyli przede wszystkim niedrażnienie biskupów.W potocznym odczuciu dominacja Kościoła nie jest niczym dziwnym. Zarówno ci, którzy dominację Kościoła w życiu publicznym uważają za pożądaną, jak i spora część jej przeciwników, wydają się zgadzać ze „zdroworozsądkową” diagnozą, że polskie społeczeństwo jest w swej masie konserwatywne i przywiązane do tradycji. A jeśli tak, to nic dziwnego, że to Kościół ma klucz do duszy tego społeczeństwa.
Co jednak, jeśli jest odwrotnie? Jeśli owe podręczne wyjaśnienia status quo i recepty na jego naprawę same są częścią naszego problemu? - zastanawiam się w tekście Jak zdobyć milczącą większość, będącym posłowiem do publikacji Fundacji im. Heinricha Bölla pt. Kościół, państwo i polityka płci.
Książka zawiera również m.in. teksty Agnieszki Graff, Magdaleny Środy, Anny Zawadzkiej, Macieja Gduli, Izy Desperak, Joanny Tomaszewskiej... Zapraszam do lektury!
piątek, 5 marca 2010
O dwóch wizjach polityki płci
Pięć lat po wielkim rozszerzeniu Unii dominuje nastrój rozczarowania. Czy chodzi po prostu o kryzys przywództwa (niektórzy mówią wręcz o backlashu) w UE? Czy może mamy do czynienia ze zjawiskiem gender fatigue – społecznego „znużenia” problematyką równości płci? Czy może problemem jest wyczerpanie strategii gender mainstreaming? I czy mamy do czynienia z trzema osobnymi problemami, czy z trzema aspektami tego samego impasu? Opowiedzenie się za którymś z tych ujęć ma konsekwencje praktyczne. Jeśli bowiem „backlash” w UE, gender fatigue i niezadowolenie części ruchu feministycznego z gender mainstreaming to osobne i niezależne zjawiska, to receptą jest robienie tego samego, co dotąd, tylko skuteczniej. Jeśli zaś są to różne strony tego samego problemu, to potrzebujemy zastanowić się nad tym, jakie są jego głębsze źródła. Sądzę, że warto spojrzeć na tę kwestię przez pryzmat napięcia między dwoma rodzajami polityki płci... - piszę w artykule The European Union, Gender Politics and Social Change w opublikowanym przez Fundację im. Heinricha Bölla zbiorze pt. Gender in the EU.
poniedziałek, 14 grudnia 2009
O ruchu ekologicznym w Polsce
Historia działalności ekologicznej w Polsce jest historią protestów - od Żarnowca i Czorsztyna, przez Górę Świętej Anny, po Rospudę, ale także historią profesjonalizacji i stopniowej demobilizacji ruchu społecznego. Z perspektywy ekologów i innych "nowych ruchów społecznych" możemy w inny sposób spojrzeć również na perypetie polskiej transformacji.
Zanim książka wyjdzie z drukarni, zapraszam na spotkanie poświęcone podsumowaniu szczytu klimatycznego w Kopenhadze z udziałem Andrzeja Kassenberga, Magdaleny Mosiewicz, Adama Leszczyńskiego i Jakuba Bożka. Sobota, 19 grudnia, godz. 19.00, w Nowym Wspaniałym Świecie.
wtorek, 4 sierpnia 2009
O ruchach protestu po angielsku
Polish Shade of Green - angielski przekład Polskiego odcienia zieleni pod redakcją Przemysława Sadury już na stronie Fundacji im. Heinricha Bölla. W środku m.in. mój tekst "Between East and West" porównujący losy kontestacji lat 60. po obu stronach żelaznej kurtyny. Zapraszam do lektury!Więcej na moim blogu Green Voice from Poland.
czwartek, 29 stycznia 2009
Mniej strachu, więcej gniewu
Wśród wielu drugoplanowych postaci filmu „Obywatel Milk” pojawia się bohater, który odgrywa wielką rolę w filmowych zdarzeniach, a którego mimo to łatwo nie zauważyć. Zastanawiam się, ilu widzów zwróciło uwagę na biało-czerwony megafon Harveya Milka. Na filmie otrzymuje go on od działaczy związkowych wdzięcznych za bojkot konsumencki – wsparcie, jakiego środowisko gejowskie udzieliło protestowi pracowników pewnej firmy. A następnie, już jako lokalny polityk, któremu nie uchodzi stać i krzyczeć na ulicy, przekazuje go młodszemu pokoleniu aktywistów. W obu wypadkach jest to moment przekazania mocy. Nie chodzi tylko o konkretne urządzenie, ale o wpisanie w długą tradycję społecznego protestu, walki o godne życie. Śledząc perypetie megafonu, myślę o ruchach społecznych – o ciągłości między różnymi typami ruchów i sojuszach, jakie mogą zawierać. Oraz o paradoksalnym, pełnym napięcia, ale jednak bliskim związku między ruchem społecznym a „profesjonalną” lewicową polityką.
Przede wszystkim jednak myślę o tym, jak ze strachu rodzi się gniew, a z gniewu – zmiana społeczna.
Strach pojawia się na ekranie już od pierwszych ujęć. Film otwierają sceny (zapewne dokumentalne nagrania) ukazujące policyjne nagonki na homoseksualistów. Widzimy ludzi wywlekanych z barów i upychanych w furgonetkach, zasłaniających oczy w obawie przed obiektywem kamery. Widzimy, jak Harvey przyspiesza nerwowo kroku, kiedy nocą na ulicy ktoś wysiada z samochodu trzaskając drzwiczkami. Widzimy ofiary morderstw i listy z pogróżkami. Słyszymy też, jak o strachu się w tym filmie rozmawia.
Cóż, strach to uczucie konserwatywne. Uczucie, które izoluje ludzi od siebie nawzajem i zamyka ich w prywatności. Nawet kiedy tysiąc osób przeżywa ten sam strach, rozpada się on na tysiąc odosobnionych strachów. Zasłaniając twarze, chowając się w domach, rezygnując z działania – pozwalamy, by rzeczy nadal toczyły się tak, jak się toczą. Dopiero gniew jednoczy ludzi i skłania do wyjścia z prywatności. Przemiana strachu w gniew równa się odzyskaniu godności. Tysiąc rozgniewanych osób, jeśli wyjdą na ulicę zaprotestować przeciw bezprawnej przemocy lub przeciw przemocy zadawanej im w imię niesprawiedliwego prawa – to już nie jest tysiąc zamkniętych w sobie monad. To lud. A to, co się dzieje, kiedy lud wychodzi na ulicę zabrać głos we własnej sprawie – to jest właśnie postęp.
Demokratyczny gniew jest siłą, która zmienia świat. Ale nie da się ukryć, gniew nie ma w Polsce dobrej prasy. Architekci sfery publicznej III RP nie przewidzieli w niej dobrego miejsca dla protestu. Wszelkie przejawy społecznego gniewu z góry napiętnowano jako populizm, roszczeniowość lub oszołomstwo. To, co jest największym skarbem demokracji, oddano więc na żer populistom. Tymczasem bez demokratycznego ducha protestu system polityczny kostnieje i traci zdolność do samonaprawy.
Nic nie pokazuje tego lepiej, niż słowa, jakie w grudniu 2008 w telewizyjnym programie Moniki Olejnik usłyszeli od prowadzącej aktywiści związkowi: że ich protest przeciw odebraniu pomostówek jest bezzasadny, bo bronią tylko pewnej „mniejszości”. Wydawałoby się, że słowa te już się skompromitowały. Słyszeliśmy je wszak tyle razy z ust prawicowych polityków, którzy swoje zakazy marszów równości uzasadniali mówiąc, że chodzi w nich tylko o interes uprzywilejowanej mniejszości. Wydawałoby się, że sądy i opinia publiczna zgodnie uznały, że mniejszości mają prawo do posiadania praw. A jednak, jak pokazuje sprawa pomostówek, bycie mniejszością (albo bycie postrzeganym jako mniejszość) nadal oznacza, że ma się w Polsce przechlapane.
W jednej z dramatyczniejszych scen filmu Milk mówi, że za strach i niemoc, za brak zorganizowanego gniewu płacimy nie tylko tym, że nic się nie zmienia. Płacimy często własnym życiem. Także w Polsce, czytając np. rosnące statystyki wypadkowości pracy, warto pomyśleć o osobach, które za elastyczny kodeks pracy, za słabość związków zawodowych, a przede wszystkim za wyparcie wątków protestu z porządku symbolicznego III RP płacą dziś śmiercią, kalectwem lub utratą bliskich. (Już w głowie słyszę głos Moniki Olejnik, że to tylko pewna mniejszość...)
Tylko gdzie on dziś jest, ten czerwono-biały megafon Harveya Milka?
Przede wszystkim jednak myślę o tym, jak ze strachu rodzi się gniew, a z gniewu – zmiana społeczna.
Strach pojawia się na ekranie już od pierwszych ujęć. Film otwierają sceny (zapewne dokumentalne nagrania) ukazujące policyjne nagonki na homoseksualistów. Widzimy ludzi wywlekanych z barów i upychanych w furgonetkach, zasłaniających oczy w obawie przed obiektywem kamery. Widzimy, jak Harvey przyspiesza nerwowo kroku, kiedy nocą na ulicy ktoś wysiada z samochodu trzaskając drzwiczkami. Widzimy ofiary morderstw i listy z pogróżkami. Słyszymy też, jak o strachu się w tym filmie rozmawia.
Cóż, strach to uczucie konserwatywne. Uczucie, które izoluje ludzi od siebie nawzajem i zamyka ich w prywatności. Nawet kiedy tysiąc osób przeżywa ten sam strach, rozpada się on na tysiąc odosobnionych strachów. Zasłaniając twarze, chowając się w domach, rezygnując z działania – pozwalamy, by rzeczy nadal toczyły się tak, jak się toczą. Dopiero gniew jednoczy ludzi i skłania do wyjścia z prywatności. Przemiana strachu w gniew równa się odzyskaniu godności. Tysiąc rozgniewanych osób, jeśli wyjdą na ulicę zaprotestować przeciw bezprawnej przemocy lub przeciw przemocy zadawanej im w imię niesprawiedliwego prawa – to już nie jest tysiąc zamkniętych w sobie monad. To lud. A to, co się dzieje, kiedy lud wychodzi na ulicę zabrać głos we własnej sprawie – to jest właśnie postęp.
Demokratyczny gniew jest siłą, która zmienia świat. Ale nie da się ukryć, gniew nie ma w Polsce dobrej prasy. Architekci sfery publicznej III RP nie przewidzieli w niej dobrego miejsca dla protestu. Wszelkie przejawy społecznego gniewu z góry napiętnowano jako populizm, roszczeniowość lub oszołomstwo. To, co jest największym skarbem demokracji, oddano więc na żer populistom. Tymczasem bez demokratycznego ducha protestu system polityczny kostnieje i traci zdolność do samonaprawy.
Nic nie pokazuje tego lepiej, niż słowa, jakie w grudniu 2008 w telewizyjnym programie Moniki Olejnik usłyszeli od prowadzącej aktywiści związkowi: że ich protest przeciw odebraniu pomostówek jest bezzasadny, bo bronią tylko pewnej „mniejszości”. Wydawałoby się, że słowa te już się skompromitowały. Słyszeliśmy je wszak tyle razy z ust prawicowych polityków, którzy swoje zakazy marszów równości uzasadniali mówiąc, że chodzi w nich tylko o interes uprzywilejowanej mniejszości. Wydawałoby się, że sądy i opinia publiczna zgodnie uznały, że mniejszości mają prawo do posiadania praw. A jednak, jak pokazuje sprawa pomostówek, bycie mniejszością (albo bycie postrzeganym jako mniejszość) nadal oznacza, że ma się w Polsce przechlapane.
W jednej z dramatyczniejszych scen filmu Milk mówi, że za strach i niemoc, za brak zorganizowanego gniewu płacimy nie tylko tym, że nic się nie zmienia. Płacimy często własnym życiem. Także w Polsce, czytając np. rosnące statystyki wypadkowości pracy, warto pomyśleć o osobach, które za elastyczny kodeks pracy, za słabość związków zawodowych, a przede wszystkim za wyparcie wątków protestu z porządku symbolicznego III RP płacą dziś śmiercią, kalectwem lub utratą bliskich. (Już w głowie słyszę głos Moniki Olejnik, że to tylko pewna mniejszość...)
Tylko gdzie on dziś jest, ten czerwono-biały megafon Harveya Milka?
poniedziałek, 26 stycznia 2009
O ruchach protestu w Europie Środkowo-Wschodniej
Czy w Europie Środkowej z ruchu lat 60. mogły wyłonić się partie Zielonych?Dominująca dziś narracja podkreśla odrębność ruchów protestu po obu stronach żelaznej kurtyny. Kiedy zachodnia młodzież przejawiała fascynację myślą Marksa, Mao i Marcusego, powiada się, Polacy odwoływali się do Miłosza i Mickiewicza. Kiedy zachodni studenci marzyli o demokratycznym socjalizmie, mieszkańcy bloku wschodniego spoglądali tęsknie ku liberalnej demokracji. W opowieści tej jest ziarno prawdy, jednak jej główna teza jest fałszywa - piszę w artykule Między Wschodem i Zachodem w wydanej właśnie przez Fundację im. Heinricha Bőlla książce pod redakcją Przemysława Sadury Polski odcień zieleni (pdf 5,7 MB).
O ruchach społecznych, społeczeństwie obywatelskim i politycznych konsekwencjach systemu grantowego piszą też w tej książce Agnieszka Graff i Ewa Charkiewicz. Gorąco polecam!
Subskrybuj:
Posty (Atom)


